Srebrno brązowe Mistrzostwa Europy
2012-02-22 11:27:28
Mistrzostwa Europy w wyścigach psich zaprzęgów 17-18-19 02.2012 Francja .Les Fourgs malutka miejscowość na pograniczu francusko szwajcarskim na wysokości 1100 metrów nad poziomem morza była gospodarzem mistrzostw, przygotowano tam miasteczko sportowe z namiotami, stakeoutami (parkingi dla psów), biurami sędziów, kontroli antydopingowej. Około 300 zawodników i jakieś 2000 psów rywalizowało przez trzy dni w różnych kategoriach i klasach. Psie zaprzęgi złożone z kilkunastu psów na średnim dystansie 3 x 40km, mniejsze na sprincie 9 i 12 km oraz skijoring, pulka i kombinacja norweska czyli narciarz biegowy i jeden pies zaprzęgowy i tutaj w tej klasie można było zobaczyć byłych mistrzów ze skandynawii w narciarstwie biegowym i biatlonie.
Plan
Ciężko określić kiedy zaczęły się przygotowania do tych mistrzostw, można powiedzieć że lata temu ponieważ wiele czynników wpływa na ostateczny wynik, taktyka, przygotowanie fizyczne psów i zawodnika, doświadczenie i szczegóły, malutkie z pozoru nie istotne sprawy, które finalnie wpływają na wynik.
Po ostatnim ciężkim roku i złotym medalu na mistrzostwach świata na arenie holmenkollen w Oslo, nie mieliśmy zbyt dużo czasu odpoczynku, krótka wakacyjna przerwa i zaraz potem wyścigi w warunkach bezśnieżnych.
Przełom listopada i grudnia był okresem przerwy treningowej, w tym sezonie chciałem poeksperymentować i zamiast przewagi krótkich treningów powtórzeniowych i interwałów poprzedzających zeszłoroczne mistrzostwa świata, spróbowałem wydłużyć dystans treningowy bazując na większej ilości treningów wytrzymałościowych.
I w ten sposób byłem z psami na pięknych wyścigach w północnej Karelii w Rosji, na średniodystansowym Husqvarna Tour w Jakuszycach i wieloetapowym Defi Rhone Alpes w alpach wysokich we Francji. Koniec mojego cyklu przygotowań przypadł na Mistrzostwa Polski w górach stołowych i tam zakończyłem ściganie kilka sekund za Łukaszem Paczyńskim i zdobyłem srebro.
Dwa tygodnie odpoczynku i tylko 2 krókie treningi interwałowe miały spowodować kompensację właśnie na Mistrzostwa.
Pancerz
Ozzi, Doda, Nergal i Era - 4 greystery stanowiły trzon mojej siły uderzeniowej.Niezbyt duże suki zaledwie 24kg i samce 28-29 kg, ale bardzo mocno umieśnione i szybkie. W rezerwie pozostały bardzo silne, ale nie tak szybkie Barbie i Nella.Po porażce z bardzo szybkim i silnym, ale niezbyt wytrzyamłym Norweskim zaprzęgiem Leny Boysen podczas styczniowych wyścigów w Alpach, wiedziałem, że tylko wytrzymałością mogę zyskać przewagę.Moje przygotowanie biegowe również ma nie małe znaczenie szczególnie gdy zawodnik ma niezbyt silne psy, a trasa wiedzie pod górę.Wtedy niezbędna jest pomoc ze strony człowieka.
Z jednej strony wykorzystanie tylko 4psów podczas długiego wyścigu w Alpach nie było rozsądne jeśli myśli się o wygranej, ale z punktu przygotowań treningowych, miało to sens.Norweski team w alpach miał kilka psów na wymianę, my nie.Trzy tygodnie po tym wyścigu na dużej wysokości w organizmach moich psów powinien być maksymalnie wysoki poziom czerwonych krwinek.Badań nie przeprowadzałem, ale chyba tak było.
Sanie Danler Hornet XC, specjalnie odchudzone, lekka mata i aluminiowa kotwica, a do tego mój własny patent linek ciągowych , skonstrowany tuż przez startem.System mocowanie liny do sań jest o tyle nowatorski, że lina automatycznie ustawia się na wysokości kręgosłupa psów, nie powodując dodatkowego obciążenia na stawy biodrowe, a w przypadku kiedy sanie na zjeździe doganiają psy, liny podciągają się automatycznie nie powodując splątania wheeldogów.
Smary - pierwszy dzień to była farsa, jako reprezentacja Polski niestety nie posiadaliśmy z Łukaszem Paczyńskim doskonałych smarów proszkowych, dlatego dostawiliśmy się do ekipy czeskiej i Łukasz zbierał z pod stołu proszek swixa do smarowania płóz, który spadał czechom podczas pracy.Pudełeczko tego proszku kosztuje 200 euro,a starcza na może trzy razy.Wystarczyło nam tego pozbieranego proszku aby położyć go na nasze 2 pary ślizgów.
Podczas drugiego etapu Jiri Trynka wziął się za przygotowanie moch płóz i użył smarów wysokofluorowych, ale już podczas trzeciego dnia super sprintu wykorzystałem po raz pierwszy biodegradowalne smary RX2 nowego sponsora firmy francuskiej NST.
Bitwa
1 etap - jazda indywidualna na czas. Ciężki, mokry śnieg, niezbyt dobrze ubity.Dystans 9km. Startuje jako trzeci, pierwszy leci Mistzr Europy z 2010 roku francuz Quentin Soulier, drugi mistrz świata 2007 Uwe Radant, za mną fiński zaprzęg.Różnice między nami 1 minuta.Na liście startowej jest mocno ponad 30 najszybszych zaprzęgów w Europie.
Przeleciałem trasę bezbłędnie, jadąc sam, nikogo nie widziałem, mam 4 czas przejazdu 10 sekund za Leną Boysen, druga lokata to szwedka Catarina Sodersten, rok temu w Oslo była 14 sekund za mną, a na pierwszej potwornie szybka Barbara Wirz ze szwajcarii.Natomiast za moimi plecami 13 sekund Niemiec Uwe Radant.
2 etap - to finał jazdy indywidualnej na czas, starty metodą Gundersena czyli na dochodzenie. Cztery kanały startowe. Lepszy śnieg, świeci słońce, ale trasa jest twarda, lepiej wyratrakowana. Potwornie szybkie na pierwszych kilometrach psy Leny mogą nie wytrzymać tempa w tej temperaturze.Liczę na to, mam tylko 10 sekund straty do niej.Pierwsze dwa miejsca są jak sądze po za moim zasięgiem mam do nich straty w okolicach 30 sekund, ale za mną tuż tuż Niemiec, a za nim dwa następnę teamy z różnicami między sobą może jednej sekundy.
Szybka analiza w głowie- dlaczego Barbara nam tak odjechała ?- Waga myślę, jest lżejsza niż ja, jakieś 20kg, Szwedka i Norweżka podobnie.Kobiety nas zlały, myślę sobie że to pierwszy raz w historii, no ale jestem pierwszy wśrod facetów , heh;) Do tego miękki śnieg i silniejsze psy mają większą przewagę nad tymi szybszymi...wiele czynników na to się składa, nie sposób do tego dojść i mieć pewność, że jest tak, a nie inaczej.
Stoję już w korytarzu startowym, w tłumie ludzi, którzy kibicują coś wykrzykując raczej po francusku, ale ja już się wyłączam nie wsłuchując się w ten bełkot. Po swojej lewej widzę, jak pierwsza leci Barbara, parę sekund za nią wypuszczają zaprzęg Catariny, następnie Lena i 10 sekund za nią ja.
Pierwsze 3 km, nie widzę nikogo z przodu, ale cały czas czuję oddech Uwe na swoich plecach, czasami jego lider niemal dotyka mojego uda, siedzą mi na ogonie.Mój plan to wskoczyć na trzecia lokatę, ale widzę, że muszę się nieźle spiąć aby uciec Niemcowi. W połowie trasy powoli doganiam Barbarę, ale nie widzę dwóch pozostałych dziewczyn, musiały być duże szybsze od niej.Dojeżdżam do szwajcarki na zjazdach, ale nie mam z nią najmniejszych szans na podjazdach, mimo tego że kopię w śnieg z całych sił i pomagam na podbiegu to ona niezdejmuje nogi z sań i mi odjeżdża. Ma potwornie silne psy.
Na 7 km jest bardzo ostry podjazd o długośći ok 8000 metrów, to jedyna szansa aby zgubić wiele starszego ode mnie Radanta , zeskakuje z sań i atakuje podbieg pomagając psom w biegu. Na końcu podjazdu widzę jak Barbara wyprzedza Leną. Na szczycie nie mam czym oddychać, nogi odmawiają posłuszeństwa, wskakuje na sanie i zdaję się na psy, niech ciągną same, choć kilka sekund nie pomogę, muszę odetchnać.
Odwracam się do tyłu i już nie widzę Niemca, uff może teraz powalczę o brąz, widzę przed sobą Norweżkę i zaczyna się długi finałowy zjazd do mety. Przed sobą na jakieś 300 metrów widzę jadące niemal razem dwa zaprzęgi to pewnie szwedzkie i szwajcarskie psy. Może 100 metrów bliżej mknie team Leny Boysen, lekko mi odjeżdża na początku tego zjazdu. Zaczynam składać się na zakrętach i tne zakręty aby choć na każdym urwać sekundę, licząc na to , że może ona popełni jakiś błąd. Przed nami hopa, wczoraj trochę się jej wystraszyłem i przychamowałem, dziś nie mam nic do stracenia. Buty stoją na płozach i nie wbijam pięt w śnieg aby zwolnić.
Widzę, że dystans do 3 pierwszych zaprzęgów zaczyna topnieć w oczach.Zaczynam czuć dreszcz podniecenia, a może się uda, myślę.
Ostatni zakręt w prawo i teraz podejmuje się zaatakować Norweżkę, jej psy już ledwo biegną, nie wytrzymały, spaliła je. Wciskam się od wewnętrzej, ale ona dociska mnie do bandy, moje psy mają mało miejsca, strachliwa Era biegnąca jako wheeldog z tyłu prawej strony przeskakuje nad Nergalem i kłapie pyskiem w stronę psów Leny Boysen, jakby chciała powiedzieć odsuń się, daj mi miejsce.Trwa to może sekundę i Era wraca na swoją pozycję, odjedżamy im i wpadami kilka sekund wcześniej na trzeciej lokacie. Wiedziałem, że każdy czycha na jakiś mój błąd, na mecie uczucie szczęścia z tej pozycji jak i czas który osiągnąłem (jestem dziś szybszy jakieś 20 sekund niż 1 i 2 lokata ale to mało, zbyt duża strata 1 dnia aby wskoczyć oczko lub dwa wyżej) , miesza się ze wściekłością. Rzucam okularami o śnieg, ale nie zapominam uściskać psów, Norweżka leci do sędziów złożyć protest i mnie zdyskwalifikować za zachowanie mojego psa.
Kilka godzin nerwówki, niemal mnie wykończyło, dopiero na meeteingu z sędziami po przedstawieniu naszych wersji, opisów świadków i oglądnięciu mojego filmu z kamery zamontowanej na moich saniach, decyzja jest niemal jednogłośnia- protest bezpodstawny, odrzucony. Żaden pies nie zrobił nikomu krzywdy, zaprzęgi sobie nie przeszkodziły. Dostaje tylko sygnał od sędziów, że jutro na mass starcie musze uważać, bo każdy patrzy mi na ręce.Sędziowe trochę próbowali mnie poprawiać i prostować, że am jechać ostrożniej, mniej agresywnie itp. ale powiedziałem im że to wyścig, a nie piaskownica.
Szturm
20 najszybszych zaprzęgów zakwalifikowało się do super sprintu czyli wyścigu mass startu.Wszyscy razem, dwa okrążenia, dystans 8km.
Pierwsza linia startowa to 9 pozycji.Po mojej lewej Pawlik Slawomir brązowy medalista z Oslo, po prawej srebrna w tym roku Caterina.
Nie chciałem ryzykować i na przód mojego zaprzęgu wysunąłem moje dwa spokojne psy Nergal i Doda, pyskaty ale szybki Ozzi poszedł na tył, a obok niego świeża Nella, Era za wczorajszy numer poszła na ławkę rezerwowych.
Ostatnie 3 minuty do startu to potworny jazgot, po lewej i prawej widzę wyrywające się zaprzęgi, każdy z psów już chce lecieć, Ozzi ze złości szarpie zębami za liny ciągowe, pierwszy raz biegnie z tyłu, nie może już się powstrzymać, ja próbuję się uspokoić, ale za moimi plecami są następne teamy.Mam nadzieję , żę najtrudniejszy moment czyli start i pierwszy kilometr pobiegniemy bezbłędnie, wywrotka na stracie w pierwszej linii startowej oznacza jedno - duża szansa na stratowanie przez teamy z tyłu.
Na ruch chorągiewek opadających w dół ruszamy, kilka zaprzęgów jest szybszych na starcie, my trzymamy mniej więcej 8 pozycję, po lewej zwęża się droga, ale widzę próbującego wcisnąć się Czecha Pavlika, dociskam sanie do pobocza i widzę jak przeciwnik zapada się w miękkim poboczu , ok, może to niezbyt miłe, ale potrzebne by zdobyć pudło.
Na pierwszym kilmetrach widzę jak odjechała nam Lena Boysen , uciekła wszystkim na jakieś dobre 300 metrów, ja spokojnie jadę, czasami ktoś z tyłu atakuje, ale go poprawiam i powolutku zmniejszam przewagę do czołówki, która składa się może z 6 teamów. Dojeżdżamy do zwężenia, ostry zakręt w lewo i mały podbieg.Zrobił się mały korek, wszyscy mocno zwolnili, atakuje na podbiegu i mijam dwa zaprzęgi, sanie obijają się o sanie, psy ocierają się o siebie. Mam 4 pozycję, zaczyna się zjazd, ale w miękkim kopnym śniegu, łykam wszystkich wychodzę na pierwszą pozycję i kończę pierwsze okrążenie na tej lokacie, a tuż za mną Lena Boysen. Gdy ją widzę za sobą wbijam hamulec w śnieg, puszczam ją ostentacyjnie do przodu, krzycząc "panie przodem", robię to tak aby wszyscy na półmetku to widzieli.Norweżka wychodzi na prowadzenie, za nią drugi mknie Quentin Soulier, a obok mnie pędzi Alaine Hercher (brąz w Oslo 2011). Pozwalamy Lenie pojechać jeszcze może 2km na prowadzeniu, na zakręcie w lewo mówię do Alaine " wyjdż na prawo " i dzięki temu wyprzedzamy po zewnętrznej Norweżkę i drugiego francuza, ostatnie 2 km lecimy do mety w trójkę, ja i dwóch francuzów, zmieniając się na prowadzeniu jak w wyścigu kolarskim, biegniemy po zmianach. Na ostatniej prostej jadę drugi, czuję że moge wyprzedzać, że psy mają ciąg, ale nie wiem czy to już teraz powienien nastąpić atak.Nie powstrzymuje nerwów na wodzy, atakuje, wyprzedzam go dość szybko, ale Alaine Hercher momentalnie mnie poprawia, atakuję ponownie i już mój zaprzęg jest w połowie długości jego sań, ale linia mety pojawiła się kawałek za szybko, przegrywam 0,7 sekundy, tyle samą za mną wpada Quentin Soulier.Mam srebro! Skaczę ze szczęścia, w tym wyścigu każdy z naszej trójki jest zwycięzcą. Uciekliśmy reszcie na 20 sekund.
Sezon zakończony z sukcesem.Wiem więcej, niż rok wcześniej, znowu psy nauczyły mnie dużo.
Oprócz mnie na zawodach startowali Polacy:
Bartek Giewont - brąz na średnim dystansie 3 x 40km, piąta lokata na tym samym dystansie Grzegorz Burzyński, nasz bohater, który 2 tygodnie wcześniej uratował w Alpach życie hiszpańskiemu zawodnikowi.
W mojej klasie Agnieszka Rychwalaska ukonczyła ściganie w jeździe indywidualnej na 22 lokacie 17 w super sprincie,a Łukasza Paczyński na 14 miejscu w indywidualce i 16 w super srpincie.
Anna Bajer dopiero 3 od końca w klasie szóstek zaprzęgowych.
Jola Kałat jadąca niemal sama, poza konkurencją w skijoringu z dwoma psami na dystansie łącznie 120km.
Dziękuje handlerom, którzy startowali mój zaprzęg: Paul i Mathieu Różański, Philp Sangla, Rudolf, Charliee, Adrian no i najmłodszy 12 letni musher Axel.Nikolasowi Imiołczykowi za pomoc i kamerę na saniach.
sponsor team:
Vet Agro- fiprex, Gudojć-auto serwis, Red Mills-tradimex.Pl, Kross, Zero DC, Tarifa, Brunox, Jobdone, Aktimex, NST wax
skomentuj (5)