1 etap - czwartek - Prolog
Wpinam 5 psów do zaprzęgu- lideruje Ozzi, zanim Era i Doda jako speeddogi, a za nimi w parze wheeldogi Nella i nergal. Wieje silny wiatr i mocno sypie, śnieg mokry, zakładam stare płozy nano Danlera, na które kładę zwykły smar chydrocarbon i troszeczkę HF (wysoki fluor) na wierzch, a na wszystko nakładam strukturę.
Temperatura koło zera. Mój start jest dość późno, jadę jako ostatni, nawet po zawodnikach ze średniego dystansu co ma znaczenie nie małe, gdyż trasa jest mocno rozjechana.
Na 4 etapach może się wiele wydarzyć, ale nie przypuszczałem, że już po pierwszym kilometrze wyląduje w zaspie.Puściłem hamulce na pierwszym szybkmi zjeździe , gps pokazał 48km/h, trasa była przysapana śniegiem, gdyż mocno wiało i psy ścięły zakręt wpadając w miękkie pobocze.Nella się przewróciła wypadając z szelek i obroży, ja wypluwając śnieg z ust szybko starałem się poskładać zaprzęg do kupy, ale czas uciekła bez powrotnie.
Na linii mety mam i tak najszybszy czas przejazdu, druga jest Agnieszka Rychwalska, a za nią Jiri Trnka.
2 etap - piątek - Pociąg
Obudziłem się przekonany , że stratuje o 18.30 na etapie nocnym wraz z zawodnikami ze średniego dystansu, bo taka była decyzja organizatorów. Karmię więc psy o 9 rano normalnie, jednak koło 12 jest zmiana decyzji odnośnie godziny mojego startu, i mam się przygotować na 13.30. Te parę godzin jak się później okazało nie wystarczyło moim psom na strawienie sowitego posiłku i znakomitą jego część zostawiają na trasie wyścigu w Jakuszycach.
Ozzi nadal zostaje liderem, na odpoczynek idzie Nella, a jej miejsce zajmuje Barbie, która doskonale pracuje na podbiegach, ale niestety dobija ją każdy szybki zjazd.
Tym razem zwalniam zaprzęg na pierwszym zjeździe, ale katem oka widzę nadjeżdżający pociąg, wiem że trasa wyścigu przecina linię kolejową Szklarska Poręba - Jakuszyce, liczę na to aby być na tym przejeździe przed tym pociągiem- nic z tego...żołnierz straży granicznej blokuje mi drogę i muszę czekać , aż pociąg przejedzie.
Tego dnia mam drugi czas przejazdu za Jirim Trnke, Agnieszka leci na czwartę pozycję, a na trzeciej lokacie dojeżdża Łukasz Paczyński.
3 etap - sobota - Tryumf
Wpinam 6 psów, Ozzi, za nim Nergal i w dwóch parach za nimi Nergal z Nellą i Doda z Erą.Patrick Wirz uzbraja mnie w nowe szybkie płozy.
Startuje 1 minutę za Czechem. Doganiam go i mijam już na 6 kilometrze, uciekam mu doganiając po drodze startujący wcześniej zaprzęg Agnieszki Rychwalskiej, jednak moje psy schodzą z tempa po 9 kilometrze, wtedy wyprzeda mnie Trnka, wsiadam mu na ogon i tak spokojnie dojeżdżam do mety.Tego dnia umacniam swoją pozycję lidera w klasyfikacji generalnej na sprincie.
4 etap - niedziela - Rutyna zabija
Ponownie 6 psów, tym razem na speeddoga idzie Doda.Mam duża 86 sekundową przewagę więc raczej nic nie może pokrzyżować moich planów zdobycia pierwszego miejsca.Mój team biegnie rewalacyjnie, ja mocno pracuje na pierwszym 4 kolemtrowym podbiegu, pomagam psom ile mam sił, ale mniej więcej w połowie trasy Ozzi się potyka i zaplątuje w linę ciągową, zatrzymuje więc zaprzęg wbijając w miękki kopny śnieg dwie kotwice, biegnę do niego, ale w mgnieniu psy startują do biegu szarpiąc i wyrywając zakotwiczone sanie.Ja stoję obok i próbuję jeszcze w ostatniej chwili chwycić za pałąk sań, lecz nie mam tyle sił aby go utrzymać, psy wyrywają mi go z rąk, przewracam sie twarzą w śnieg i widzę jak mój zaprzeg galopuje bez maszera.
Biegłem... nie wiem ile może dwie może trzy minuty, będąc potwornie zły na siebie, byłem przekonany, że pewnie będę tak biegł do mety, ale w pewnym momencie dostrzegam , że cały team grzecznie stoi, a Ozzi patrzy do tyłu czekając na mnie. Dobiegłem do sań, ale psy były mocno splątane, musiałem rozklarować wszystkie liny co było nie lada wyzwaniem, gdyż raczej grzecznie nie stały, chciały biec jak tylko byłem już z nimi, a siła uciągowa mojej 6tki zaprzęgowej jest naprawdę duża.
Jak uporałem się z linami to do mety leciałem jak opętany, pracowałem razem z psami, wpadając wykończony na metę, widziałem jak Nergal słania się na nogach, ten bieg go wyczerpał, nie musiałem pytać się o wynik, czułem że przegrałem, słyszałem tylko jak konferansjer i organizator zawodów Radek Ekwiński mówi do mnie na mecie "igor zabrakło ci jakieś 6 sekund, przykro mi".